Orły, sokoły, herosy
Wczoraj tuż przed zachodem słońca podpiąłem do puszki lufę i poszedłem na Poczekaj z nadzieją sfotografowania klucza żurawi na tle purpurowych gór. Kiedy tuż za kapliczką zobaczyłem nową tablicę, ucieszyłem się sądząc, że wreszcie upamiętniono Babcię Ludwikę, gaździnę z Poczekaja, Królową Gór. Krótka była moja radość, długie rozczarowanie. Co prawda tablica nie jest poświęcona żołmierzom wyklętym (moda minęła, tablice zgniły), ale opiewa, pewnie zgodnie z nową modą bohaterów sokolstwa. Główny Szlak Beskidzki, szczególnie jego odcinek sądecki był już szlakiem Jana Pawła II, kurierów, wyklętych. Dlaczego więc nie może być Szlakiem Sokolstwa Polskiego? Może, skoro to patriotyczne, narodowe, heroiczne, bohaterskie.
Przykre, że w ten sposób wyrażany nasz patriotyzm nigdy nie zauważa kobiet, które żyjąc wysoko w górach, gazdując na nędznych spłachetkach kamienistej ziemi, karmiły leniwego chłopa, krowę żywicielkę i liczną gromadkę dzieci. Oprócz harówy w polu chodziły do pracy w lesie, żeby mieć trochę grosza na sól i mąkę. Dożyły długich lat, czasem wdzięczności dzieci, częściej samotności i opuszczenia. Po śmierci ich domy i pamięć o nich obróciły się w pył.
Przedwczoraj dowiedziałem się przypadkiem, że w wieku 96 lat zmarła moja najbliższa sąsiadka, Pani Zofia. Nie byłem niestety na pogrzebie, gdyż nikt mnie nie zawiadomił. Będę wspominał sąsiadkę z wielką życzliwością, bo to od niej kupiłem starą szkołę i kawałek polany. Była osobą niezwykle mądrą, rozsądną, uczciwą i pracowitą. Dbała o swoje skromne gospodarstwo z całych sił, dobrze wychowała dzieci. Krowa, którą miała była tak czysta, jakby codziennie brała prysznic, a klagowany syr Pani Zofii, był najlepszym serem jaki miałem okazję smakować. Myślę, że spotkała się już z Ludwiką w niebie i obie słuchają prognozy pogody, którą zapowiada "na żywo" ich ulubiony radiowy spiker Andrzej Zalewski.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz