Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kordowiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kordowiec. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2026

 Przewietrzanie po zimie




piątek, 27 lutego 2026

 Ścinka

a po ścince zrywka. Wszystko zapewne deficytowe, ale jest robota i piniondze dla leśników, operatorów maszyn i pilarzy. 
Ostatnie grubsze drzewa znikają z lasu za chatą, a na ich miejsce rusza młoda buczyna. Grzyba w tej gęstwinie już nie uświadczy, ale za to można dyskretnie wysrać się za krzakiem tuż przy szlaku. 
I o to chodzi, bo racjonalna gospodarka leśna polega właśnie na zaspokojeniu podstawowych potrzeb obywateli.

PS Spotkałem wczoraj zawodowego zbieracza zrzutów (poroża jeleni). Nie znalazł nic w tym sezonie. Narzekał, że mimo świeżego śniegu nie zauważył żadnych tropów jeleni. Wyjaśniłem mu, że jelenie zagościły jesienią na talerzach leśników, a wypreparowane łby odjechały za granicę wraz z dewizowcami. Przyznał mi rację.

Darz bór!





czwartek, 15 stycznia 2026

 Na nogach

W nocy padał marznący deszcz i rano na drogach była "masakra", jak stwierdził kierowca grzebiący się pod górkę za moim płotem. Z powodu tej masakry poszedłem na nogach, by odśnieżyć chatę na Kordowcu. Do góry szedłem wygodną drogą przez Cygański Potok. Szło się przyjemnie, bo odśnieżają aż po moją polanę. Na niej już śnieg za kolano, ale przynajmniej nikt nie próbuje tu wjeżdżać. W chacie temperatura - 5, na zewnątrz 0. Trochę przewietrzyłem, zwaliłem śnieg z dachu, odśnieżyłem ściany i ruszyłem w dół szlakiem. Dobrze, że z góry, bo w odwrotnym kierunku raczej bym się nie przedarł. Najgorzej jest na przełączkach, gdzie nawiało sporo śniegu i trudno pokonać zaspy, które z powodu odwilży są już twarde, ale jeszcze nie "górują". Szlak jest nieprzetarty, spotkałem zaledwie jeden ślad jakiegoś desperata. Trudności są jednak tylko do Obłazów, bo od kapliczki do Rytra droga jest odśnieżona.

Chytré hodinky (tylko marsz, bez roboty przy chacie):

dystans - 9,85 km
czas - 02:57
kroki - 13 375

PS Na Obłazach pogadałem z dziewięćdziesięcioletnią Michaliną. Skarżyła się, że przed chwilą płakała, bo sąsiadka kazała jej przywiązać psa, który wyjada kurom jedzenie. Psa przywiązać nie może, bo choćby kupiła posek i łańcuch, to pies ma za grubą szyję i za mały łeb. Nic więc z tego przywiązywania nie będzie. Doradziłem kupić kaganiec, a jak po taniości, to zadrutować mu pysk drutem wiązałkowym. Michalinę nazywam Informacją Turystyczną, bo każdy turysta, który koło jej domu przechodzi, zostaje najpierw napadnięty przez dwa kundle, a potem uraczony jej opowieścią. Gdyby nie te kundle, nie wiedziałaby babina, że ktoś właśnie przechodzi i musiałaby cały czas czyhać pod drzwiami.

Hmla od Slovenská

Zajęczy trop

Na polanie Burdelówka

Obłazy


sobota, 3 stycznia 2026

Aktuálne spravodajstvo z domova aj zo sveta

Na górach zima całkiem przyjemna. Śniegu na polanach zaledwie po kostki, a w lasach prawie nic. Temperatura w chacie - 4, taka sama na zewnątrz. Na przełączkach powiewa dość dokuczliwie, ale w lesie cisza. Niebo niestety zachmurzone, czasem tylko błyśnie słońce. Na szlaku sporo śladów wędrowców, aut i motorów lokalsów. Chata cierpliwie czeka mojego powrotu, nawet myszy już teraz zimą w niej nie goszczą. Huczne zabawy sylwestrowe, zjazdy na workach z sianem, nocne obserwacje zimowego nieba i grzanie się przy kozie, która budziła zimujące motyle to już odległa przeszłość, zaledwie mgliste wspomnienie.  

PS W spravodajstwie świadomie użyłem zdań pojedynczych i równoważników. Jeśli komuś za krótko, niech spróbuje przebrnąć przez jakieś trzydziestostronicowe jednozdaniowe opowiadanie z tomu "A świat trwa" Noblisty Krasznohorkaia. Wydawnictwo Czarne publikując ten bełkot i w dodatku wyceniając go na 56,90 skutecznie zniechęciło potencjalnych czytelników do nabycia innych (dobrych!) powieści tego skądinąd  znakomitego pisarza. 

PS 2 Rada dla początkujących pisarzy: Jeśli nie nazywasz się Joseph Roth, nie pisz pod wpływem.




środa, 3 grudnia 2025

 Kordowiec i inne mniej ważne pagorki

wielkie




niedziela, 19 października 2025

Tous les matins du monde


 

 

środa, 6 sierpnia 2025

 Stukanie na huśtawce

Siedzisko już wymieniłem, ale podpory również są w fatalnym stanie. Trzeba się będzie nimi zająć. Może kiedyś, bo na razie stukają na huśtawce dzięcioły, a ja suszę na belce grzyby. Te grzyby to oczywiście prawdziwki, bo innych nie zbieram. Wysyp jest bogaty, ale 98 procent grzybów zajęły czerwie. Najpierw przynosiłem wszystko, co znalazłem i po kilkugodzinnym dłubaniu odnosiłem prawie cały zbiór do lasu. Teraz, żeby nie dźwigać robactwa, obieram wstępnie w lesie. Zdrowe prawdziwki pojawią się dopiero jesienią, ale gdyby nie było późnego wysypu, przyda się i to, co uda się teraz ususzyć. 
Lepszy czerw niż nic.

PS Wyczaiłem, że znakomitą suszarnią będzie strych. Podczas upału jest tam piekielnie gorąco. Na razie jednak nie zanoszę tam grzybów, bo zauważyłem, że w pace styropianu coś zrobiło sobie otworek, siedzi tam i dziwnie ćwierka. Zamiast grzybów zaniosłem więc na strych fotopułapkę. Być może wreszcie  uda się zarejestrować pterodaktylka, który podobnie jak nosorożec włochaty zbyt pochopnie został uznany za gatunek wymarły. 


 PS 2

Dla grzybiarzy, którzy zazdroszczą, że zbieram dużo grzybów, bo wiem, gdzie rosną, załączam mapę. Mapa jest dość wierna, ale dane z chytrych hodinek nie są precyzyjne. W młodniku na stromiźnie pod babką zanotowały 6 km/h. Każdy, kto na tej drapie pełzał pod górę wie, że z taką prędkością porusza się tam jedynie wiatr.


 

 

niedziela, 3 sierpnia 2025

 Wielka Smuta albo kilka dni bez gazdy

Nie wiem, co się stało. Martwy zajączek, którego znalazłem pod gruszą, nie miał widocznych obrażeń. Przypuszczam, że napił się wody z miski, którą wystawiłem dla pliszek. Woda w misce była brunatna, jakby ktoś ją czymś zaprawił. Brunatne deszcze podczas mojej nieobecności raczej nie padały. Zająca pochowałem, pliszki zniknęły. Wielka smuta. 
Człowiek jest okrutny, zapewne zamierzał otruć psa, którego zresztą nie mam. Natura jednak zwycięży. Dziś zajechało pod dom sąsiada Porsche Cayenne (rej. WY). Eleganckie towarzystwo wysiadło i poszło szlakiem w stronę Rytra, zapewne by oglądać polanę Burdelówka, którą niedawno zakupiło. Wrócili, zajęli miejsca w wygodnych fotelach, uruchomili 474 KM i rozpoczęli zjazd. Nasłuchiwałem, czy będzie BUM. Bumu nie było, jedynie pisk i zgrzyt. Poszedłem zobaczyć efekt górskiej przygody Sebastianów. Porsche stało przy kapliczce na Ostatkach. Z prawego przedniego koła skała zdarła oponę. Dzielny kierowca offroadowy zjechał z Kordowca na feldze. Pasażerowie pogrążeni w Wielkim Smutku kontynuowali górską przygodę na piechotę.

 


 

 

 

sobota, 26 lipca 2025

 Z Kordowca na północ

Panorama opisana, ale zapewne nieprecyzyjnie. Mam wątpliwości, więc wszelkie uwagi mile widziane. 




 link do dużej

środa, 23 lipca 2025

 Czarny Łabędź Nassima Taleba 

Parę lat temu kupiłem kilka budek lęgowych dla sikor i nietoperzy. Sikory zasiedlają budki każdej wiosny, a nietoperze wybierają prócz budek każdą dostępną szparę w ścianach domu. Wczoraj, gdy usuwałem pajęczyny, wypłoszyłem ze szczeliny między rynną i wiatrownicą cztery podkowce. Oprócz budek przemysłowych zawiesiłem na ścianach własnoręcznie sklecone otwarte budki dla kosów. Niestety, ptaki te wybierają zawsze gęste jodły lub żywopłot i budki kilka sezonów wisiały bezużytecznie. Ubiegłego roku zdjąłem nawet dwie, gdyż przeszkadzały mi w montażu podbitki dachowej. Pisałem kiedyś o wylęgu agresywnych pliszek, które opuściły już terytorium, ale od kilku dni obserwuję kolejną parę, która nieustannie żeruje na oczyszczalni ścieków, gdzie nie wyrosła jeszcze trawa i łatwo tym ptakom chwytać owady. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy zauważyłem, że pliszki co chwila zalatują do ściany domu. Okazuje się, że zasiedliły jedna budkę i karmią plisie bombelki. Rodziców łatwo sfotografować, gdy łowią owady na ziemi, ale do budki zalatują ostrożnie, wyłącznie gdy nie ma świadków. Żeby zrobić zdjęcie, musiałem ukryć się w gałęziach odległego orzecha. 
Po nocnej burzy powietrze stało się przejrzyste, więc zamieszczam ponownie zbliżenie Kobylnicy - dla Tomasza. Dla Adama zaś mam kolejne casy. Tym razem w szeregu, jak kasy w markecie.  Leciały nisko z zachodu na wschód, zapewne ze świeżą dostawą bombek dla przyjaciół.
 Zajączek nadal pasie się pod domem, ale że jest wilgotno, nieustannie atakują bidoka chmary owadów. Skacze więc, otrząsa się, drapie po uszach albo nawet tarza się na grzbiecie i robi salta. Zabawny to spektakl, jednak trochę mu współczuję, bo i mnie owady nie oszczędzają. 
Choć pliszki ozdabiają mi samochód i ścianę, nie przeganiam ich, bo te dzielne ptaszki cały dzień pracują nad zmniejszeniem populacji owadów. Szkoda tylko, że nie żywią się szerszeniami, które wyjątkowo obrodziły tego lata.






czwartek, 17 lipca 2025

 A po nocy przychodzi dzień, a po burzy Smrekovica, najwyższy szczyt Braniska (po raz drugi)

Byłem tam przed dwoma laty, ale to jeszcze nie powód, by nie zmierzyć tej samej trasy przy pomocy chytrego zegarka. Poprzednio zdjęcia były lepsze link, bo widoczność dopisała. Wczoraj, po licznych burzach, ulewach i zamgleniach było prawie jak w tropikach. Na szczycie oczywiście jetboilowalismy, oyakata japońska wołowina (ja) i oyakata japoński klasyczny (córka). Tam też spotkaliśmy jedynego turystę, Słowaka, który dziwił się, że na każdej słowackiej górze jest pełno Polaków. Wytłumaczyłem mu, że nas jest dużo, a gór mamy mało i gdzieś się musimy zmieścić.


 

Chytré hodinky:

Dystans 14,30 km
Czas trwania 05.10.38
Śr. tempo 21'43" km
Kroki 20 583
Różnica wysokości 886,0 m
Zejście łącznie 908,0 m

Tempo było niewielkie ze względu na śliskie skały na odcinku 3 - 5.

Film z burzowej nocy:  


 
trasa 

Panorama słabo opisana z Zielonej Skały
link do większej


środa, 16 lipca 2025

 Wczesne śniadania popija się oranżadą wschodzącego słońca.

PS Wczoraj podano, że jeden Polak wrócił na Ziemię. A co z pozostałymi?


 

piątek, 11 lipca 2025

 Nocne anomalie

" Petronila zdała raport z sytuacji pewnemu starszemu mężczyźnie o zadziwiająco młodzieńczej twarzy, znanemu pod pseudonimem Ticzer, który uczył języka angielskiego i innych tego rodzaju anomalii".

Godzina późna, ale nie ma złej godziny, by dokończyć nową książkę. Powieść  „Pan Prezydent” Miguela Ángela Asturiasa napisana w 1946 ukazała się wreszcie w Polsce w znakomitym przekładzie Kacpra Szpyrki. Sądzę, że jest to książka roku, której w żaden sposób nie zagrozi powódź wyssanych z małego palca u nogi osobliwych historyjek masowo produkowanych przez krajowych grafomanów; powiastek tuż po wydaniu trafiających do olbrzymich koszy w hipermarketach, cmentarzy książek, których nie czyta nikt. Powieść Asturiasa czyta się wielekroć, za każdym razem z intensywniej. Z zachwytem, odrazą, przerażeniem i rzadkim promykiem uśmiechu. Próbowałem wynotować z książki najlepsze fragmenty, ale wysiłki spełzły na niczym. Musiałbym przepisać do zeszytu całą powieść.


 

środa, 9 lipca 2025

 Apetyt na cześnie

Nie mogłem się zdecydować, więc ujęć kilka.





 

czwartek, 26 czerwca 2025

 Nowa lizawka, liście kalafiora i choroby odptaszkowe

Pierwszy filmik zamieszczam jako dowód, że w nocy padał deszcz. Na drugim nowości, lizawka i obierki, które nie zmieściły się w mojej zupie kalafiorowej. 

PS Zamierzałem dziś výlet na Slovensko i przejście ciekawej trasy w górach Čergov, ale zrezygnowałem ze względu na "Upozornenie na výskyt medveďa v katastri obce Kríže", skąd zamierzałem wyruszyć na góry. Zdaje się, że Internet, który ostrzega przed niebezpieczeństwami odbierze nam niedługo wszystkie przyjemności. Wczoraj przeczytałem artykuł babki, którą przeraził kos walczący ze swoim odbiciem w szybie drzwi balkonowych. Babka ta wymieniła przynajmniej dziesięć osobliwych chorób, jakich można nabawić się zmywając ptasie kupy. Po tej lekturze boję się obserwować ptaki żerujące na trawniku. Zapewne od samego patrzenia też można się rozchorować.


 

środa, 25 czerwca 2025

 Nic ciekawego


PS Nową lizawkę umieściłem pod cześnią, ale jeleni nie ma już drugą noc. Nie przychodzą, bo trawy się wykłosiły, łodygi zdrewniały i pewnie jeleniowatym nie smakują.  Mam nadzieję, że jeszcze przyjdą, bo lizawki coraz droższe. Jeśli ich nie będzie, samemu trzeba będzie lizać, bo szkoda, żeby deszcz rozpuścił sól. Upałów na górach nie ma, ale za to pojawiły się chmary natrętnych owadów. Trudno pracować na polu, bo włażą do gęby, nosa, uszu. Oganianie się męczy bardziej niż jakakolwiek robota. Nie wiem, co stało się z trzema sarnami, które ciągle kręciły się w pobliżu domu. Kozioł szczekał wczoraj wieczorem, ale kóz już nie ma. Czyżby zostały skłusowane? Na świeżo skoszonym trawniku żerują całe gromady ptaków. Są drozdy, kosy, zięby, pliszki, sikory i muchołówki. Pojawił się nawet kopciuszek, gazda szałaśny, dawniej pospolity i gniazdujący pod okapem, teraz rzadki. O nowe zdjęcia niełatwo, bo lato nie jest fotogeniczne. 

sobota, 10 maja 2025

 Dwie sarenki

niby pasą się przed domem, ale tak naprawdę przyszły pohuśtać się na wyremontowanej huśtawce. Jak to dzieci.



sobota, 3 maja 2025

 Gospodarstwo moich sąsiadów stoi opuszczone od kilku lat. Czasem sprawdzam, czy ktoś podejrzany się tam nie kręci. Kręci się.


 

wtorek, 29 kwietnia 2025

 Majówkowy klasyk


 

niedziela, 2 marca 2025

 Lodospad na skromnym dopływie Potoku Kordowiec

Żeby z powodu każdego wjazdu na górę nie musieć wydawać pieniędzy w myjni, zostawiam samochód na końcu drogi asfaltowej i wychodzę do chaty lasem wzdłuż potoków. To znakomity trening anaerobowy.