I po zagrożeniu jodłowym
Kto siedział na ławce pod drzwiami i patrzył na las, ten wie o co chodzi, a ja dziś zasnę spokojnie, bo nawet gdyby powtórzyła się ostatnia wichura, nie obudzę się wgnieciony razem z chatą w ziemię.
Jodły padły dwie, ale tej pochylonej w moją stronę najbardziej żałuję. Choć była już wiekowa, a w pniu urzędowały mrówki, koronę opanowała jemioła, więc wędrujący szlakiem zakochani w razie pilnej potrzeby mogli się pod tym drzewem śmiało całować.
PS Obraz jakimś magicznym sposobem został odwrócony w czasie przesyłania, ale jodły nie zepchnęli na chatę. Więcej filmików telefonem już nie będę kręcił. Za dużo potem mordęgi z konwersją i przesyłem. Pilarzowi ścięcie drzewa zajęło 4 minuty, mnie przesłanie na dysk 4 godziny.