Ścinka
a po ścince zrywka. Wszystko zapewne deficytowe, ale jest robota i piniondze dla leśników, operatorów maszyn i pilarzy.
Ostatnie grubsze drzewa znikają z lasu za chatą, a na ich miejsce rusza młoda buczyna. Grzyba w tej gęstwinie już nie uświadczy, ale za to można dyskretnie wysrać się za krzakiem tuż przy szlaku.
I o to chodzi, bo racjonalna gospodarka leśna polega właśnie na zaspokojeniu podstawowych potrzeb obywateli.
PS Spotkałem wczoraj zawodowego zbieracza zrzutów (poroża jeleni). Nie znalazł nic w tym sezonie. Narzekał, że mimo świeżego śniegu nie zauważył żadnych tropów jeleni. Wyjaśniłem mu, że jelenie zagościły jesienią na talerzach leśników, a wypreparowane łby odjechały za granicę wraz z dewizowcami. Przyznał mi rację.
Darz bór!