poniedziałek, 11 maja 2020

Poniedziałkowy raport z izolatorium

Po wczorajszej niedzieli pielgrzymkowej przybyło na górach plastiku, aluminium i gówna. Zwierzęta pochowały się głęboko w lasach, ptaki zamilkły, słońce przygasło. Tylko nocą przychodzi do mnie sarenka Zosia, bo co wieczór kroję dla niej aromatyczne gruszki rocha i wykładam na schodach albo obok miski z wodą. Zosia przybrała ciemnobrązowy kolor, jakby wiedziała, że wolę brunetki.


niedziela, 10 maja 2020

Odkurzony fudżik

Przywiozłem stary aparat, bo mi się go żal zrobiło. Nie wszystkie funkcje już działają, jak to w starych aparatach, które mają różne choroby współistniejące, ale okazjonalnie, jeśli coś pięknego pojawi się w wizjerze, staje na wysokości zadania i można zrobić całkiem przyzwoite zdjęcie. Dziś na górach ruch ogromny, jakby naród z łańcucha spuścił. Zamknąłem drzwi i nie wychodzę, na dzwonki nie reaguję. W powietrzu aż gęsto od pyłu, bo kwitną buki i jodły. Mocno wiatruje, więc dach, ściany i samochód przybrały żółtozielony kolor.






Filmik o cześni złożony ze 124 zdjęć


Trochę kwiecia plus przystojniak w rewanżu

 

sobota, 9 maja 2020

Na tym zdjęciu, jeśli masz dobry monitor, zobaczysz na lewo od Neżabca Horę Stij (rekordowe 210 km). Okazuje się, że moje stanowisko obserwacyjne jest ciut za nisko. Najlepiej byłoby sfotografować ten dystans z wieży. Na razie jednak boję się na nią wchodzić, bo zapewne milion wirusów podziwia stamtąd krajobrazy.


piątek, 8 maja 2020

Pikuj, Ostra Hora i Lutańska Holica spod Radziejowej

Moja wina, nie przesunąłem lufy bardziej w prawo, byłby rekord, Stoj (210 km). Niestety, ani gołym okiem, ani przez lufę widać tego nie było. Dopiero w powiększeniu cyfrowym i podjechaniu kontrastem ukazała się Połonina. Hura!


 
Z lufą wśród zwierząt