Mnich
Nie tylko Tatry mają Mnicha. Ten z Beskidu Sądeckiego mijałem wiele razy, idąc z Kordowca do dziadka Buczka na Kicorę. Ponieważ dziadek już od dawna nie żyje, tym razem zamiast iść zanikającą ścieżką na Kicorę, skręciłem do góry tuż za polaną Pod Mnichem. Wspinaczka kilometrowej długości skalną grzędą albo gdy się nie da pokonać omszonych skał, wyszukiwanie przejść piargiem łatwe nie są. Na szczęście pod ostatnimi wypiętrzeniami jest niewielka przełączka, gdzie można usiąść, by rozkoszować się leśną głuszą i japońskim klasycznym Oyakata.
Legenda głosi, że szczyt zawdzięcza swą nazwę mnichom, którzy uciekając przed tatarską nawałnicą, dotarli aż w to miejsce i tu ukryli klasztorne skarby. Mnie skarbów nie udało się znaleźć, choć po cichu liczyłem na sfotografowanie rysia - skarbu Beskidów, który zapewne pomieszkuje w licznych tutaj szczelinach skalnych.













